Blog > Komentarze do wpisu
poczytajki czytadełka

28. John Humphrys Christopher Humphrys -"Błękitne niebo i czarne oliwki"- świetna książka! Autor, angielski dziennikarz, kupił  i budował w Grecji dom. Pomagał mu syn, który mieszkał w Grecji i miał żonę Greczynkę. W książce przeplatają się relacje obu panów, związane nie tylko z zawiłościami przepisów budowlanych, ale też ze zderzeniem kultur, a wszystko napisane z dystansem i humorem.

Jonh Humphrys i syn

29.Magdalena Tulli - "Włoskie szpilki"- też niezła książka, tylko taka smutna. Nadwrażliwe i  samotne dziecko w PRL-owskiej rzeczywistości.Wydawałoby się, że egzotyczne, jak na tamte warunki, pochodzenie czy sposób spędzania wakacji, powinny być raczej przedmiotem zazdrości, a nie szykanowania, jak się  jednak okazało.

Magdalena Tulli

30. Anna Janko - "Pasja według św.Hanki". Poprzednią książką tej autorki byłam zachwycona, tą niestety, delikatnie mówiąc, mniej. Język jak zwykle świetny, ale tematem czuję się "zamęczona". Wielka jest miłość własna poetów, ale powtarzając za Brodskim"kogóż właściwie kochamy, jeśli nie siebie".

Anna Janko

31. Robert Górski - "Jak zostałem premierem"- to pozycja z gatunku książkopodobnych, ale parę skeczów jest, anegdot też, na wakacje w sam raz. Bardzo spodobało mi się określenie "zajedwabiście", którego w ostrzejszej formie nie trawię.

Robert Górski

32.Grażyna Jagielska - "Miłość z kamienia" - autorka, żona korespondenta wojennego, wylądowała w szpitalu psychiatrycznym z objawami stresu pobojowego. Opisuje codzienne życie z "wojną" w tle. Oczywiście, że do takiej pracy próbuje się dorabiać jakieś ideologie, ale prawda jest prozaiczna. Pozwolę sobie zamieścić tłumaczenie (mojej córki!) nagrodzonego artykułu Artura Perez-Reverte, hiszpańskiego pisarza, który przez wiele lat był korepondentem wojennym, a który w tym artykule nazywa rzeczy po imieniu.

Grażyna Jagielska

ARTURO PÉREZ-REVERTE
Niniejszy artykuł ukazał się w dodatku niedzielnym „El Semanal”,z dnia 1 kwietnia
2004 roku, jego autor, pisarz Arturo Pérez-Reverte, otrzymał za ten artykuł XXIX nagrodę
dziennikarską Gonzaleza-Ruano.
   "Zginęli w Iraku jakieś kilka tygodni temu. Nie wiem, czy zanim ukaże się ten artykuł, nie zginie ktoś jeszcze. W każdym razie, Hiszpanie i nie tylko oni, nadal będą umierać w tej czy innej wojnie. Nie ma to nic wspólnego z naiwnością osób, które marzą o idealnym świecie, ani z bezwstydną demagogią tych, którzy wykorzystują każde okaleczone dziecko i każdą śmierć do pozyskiwania głosów. Żadna wojna nie jest ostatnia, bo człowiek to skończona kanalia. A  żeby ukazać najnikczemniejsze oblicze ludzkiej natury, nadal będą umierać dziennikarze. Nie dane mi było poznać Julia Anguity Parrada ani José Causa. Byli młodzi, a ja odszedłem na emeryturę po konflikcie na Bałkanach, gdzie z pewnością pogrzebaliśmy pięćdziesięciu sześciu kolegów. Nie wiem, dlaczego Julio i José znaleźli się w pobliżu pocisku lub granatu od którego zginęli, ale jestem w stanie to sobie wyobrazić. Jeśli chodzi o przyczynę ich śmierci, muszę powiedzieć to, w co wierzę: umarli, bo chcieli tam być. Na ochotnika zgłosili się do pracy w tak niebezpiecznym miejscu. Ojciec Julia Anguity podsumował to z godnym podziwu hartem ducha: „Mój syn zmarł pełniąc swoje obowiązki”. I tyle. Wykonywali kawał ciężkiej roboty i padło akurat na nich. Przegrali na loterii, gdzie przypadek łączy się z prawami balistyki. I tak to wygląda. Reszta to demagogia i literatura. Mam wrażenie, że pytanie jakie należałoby raczej zadać to to dlaczego tam byli. Dlaczego Julio znalazł się tak blisko linii ognia, a José wychylał się z okna w trakcie walk, próbując je uwiecznić? Nie dla pieniędzy, rzecz jasna. Ani z powodu ogromnego upodobania dla prawdy i przekazywania informacji. Ani, jak to obiło mi się wtedy o uszy, z miłości do rodzaju ludzkiego, aby dać świadectwo o okropieństwach wojny. Pokutujący mit korespondenta jako dobrego samarytanina to głupota. Nawet Miguel Gil Moreno, którego prawie wynieśli na ołtarze po tym, jak zginął w Sierra Leone, nie pojechał tam z tego powodu. Oczywiście,że dziennikarz próbuje pomagać. Robi to, kiedy tylko może. Czasami wierzy, że jego praca może coś zmienić. Jednak doprawdy daleko mu do bycia filantropem! W czasie mojej dwudziestojednoletniej pracy nie natknąłem się na takiego, który by nim był. Wręcz przeciwnie. Nigdy nie poznałem reportera, który na pierwszy huk wystrzału armatniego nie poczułby podniecenia i dreszczyku, myśląc, że właśnie zaczyna się dla niego niebezpieczna i fascynująca przygoda. Później mijają lata, przychodzi refleksja i doświadczenie. Jeśli się przestraszysz, już nie tu nie wrócisz. Jeśli zdecydujesz się zostać, albo zginiesz albo wyrobisz sobie opinię. W międzyczasie w twoim sercu pewne rzeczy ulegną zmianie. Odkryjesz czym jest odpowiedzialność i wyrzuty sumienia. Ale to przyjdzie dopiero z czasem. Niech ci, którzy nie mają zielonego pojęcia o tej sprawie, mówią sobie co chcą.  To, co ciągnie dziennikarza na pole walki, to możliwość powiedzenia: byłem tam. Zdałem ostatni, najcięższy egzamin w moim podłym zawodzie.Rozprawianie o śmierci pojedynczych osób w wojnie, w której giną tysiące to niedorzeczność. Robić szumu wokół śmierci reportera, zamiast uszanować ból rodziny i przyjaciół, to obraza pamięci odważnego profesjonalisty, który wykonywał swój zawód z pełną godnością, płacąc za to własnym życiem. Rzecz jasna, jeśli zabije go czołg, należy próbować, o ile to możliwe, dorwać sukinsyna, który jest za to odpowiedzialny. Jednak w jakiś konkretny sposób, a nie czczą gadaniną. Walki, bitwy to mieszanka strachu, niepewności, wybuchów bomb. Trudno oczekiwać, że w takich warunkach ludzie będą zachowywać się humanitarnie i rozsądnie. Wie o tym każdy, kto nadstawia głowy, żeby robić zdjęcia. A jeśli tego nie wie, nie powinno go tam być. Problem z całą tą demagogią tkwi w tym, że w końcu ludzie zaczynają wierzyć w bujdy o wojnie ograniczonej i inteligentnych bombach. Istnieje ryzyko, że od takiej ilości bzdur, jaka pada z ust polityków i wypisywana jest w tabloidach, śmieciowej prasie, gdzie również mówi się o śmierci kolegów po fachu, dziennikarze zaczną wierzyć, że wojska nie reprezentują konkretnych rządów, a wojna to wirtualna gra z zasadami.  Dlatego pchają się tam, sądząc, że ktoś zagwarantuje im bezpieczeństwo, ocali skórę i życie. Myślą, że jeśli coś zacznie się walić, ktoś zatrzyma walki, żeby ich stamtąd ewakuować i pociągnie do odpowiedzialności moralnej i finansowej żołnierza amerykańskiej piechoty morskiej cierpiącego na nerwicę frontową i nazbyt szybko chwytającego za broń, czy Murzyna, który pozbawi ich jaj maczetą. Dlatego też, zaniepokoiło mnie, gdy kilka dni temu podano w wiadomościach informację, że hiszpański minister obrony nie może zagwarantować bezpieczeństwa hiszpańskim dziennikarzom w Bagdadzie. To przecież normalne. Ani hiszpański, ani amerykański ani żaden inny. To chyba jasne ze nie może tego zrobić. Ani w Bagdadzie, ani w Sarajewie, ani w Sajgonie, ani podczas zdobywania Rzymu, ani wychodząc z drewnianego konia w Troi. Tak do wiadomości wszystkich: wojny są niebezpieczne, to w końcu pieprzone wojny. Zdurnieliśmy już do tego stopnia, że z takiej oczywistości robimy sensację."

33. Edmund de Waal -"Zając o bursztynowych oczach"- bez zdjęcia, bo książkę kupiłam na czytadełko, a stamtąd zdjęcia są takie sobie. Tytułowy zając pochodzi z kolekcji 264  japońskich figurek netsuke, którą autor odziedziczył i dzieje której, a w zasadzie jej kolejnych właścicieli,  ciekawie opisał na kartach książki. Wielkie, budowane przez pokolenia fortuny zdmuchnięte wiatremm historii.Polecam !

 

34. John Katzenbach -"Profesor"- thiller literacki całkiem niezły. Tytułowy profesor u progu bardzo degradacyjnej choroby rozwiązuje zagadkę porwania pewnej nastolatki.

John Katzenbach

35. Józef Czapski - "Na nieludzkiej ziemi"- lektura obowiązkowa. Warto przeczytać, choćby po to , żeby w osobistych"trudnych chwilach" uzmysłowić sobie, że można umierać, głodować,  być prześladowanym tylko za to, że przyszło się na świat w niewłaściwym miejscu czy niewłaściwym czasie. Dużo literackich wstawek, niektóre trochę anachroniczne, ale są i takie perełki: " są ludzie, którzy nie wiedzą o tym, że grzeczność kosztowała ludzkość wielki pracy". zdanie pochodzi z jednego z listów Norwida. Polecam!.

Józef Czapski

36. Orly Castel-Bloom -"Tekstylia" - naprawdę lekko zwariowana współczesna historia jednej izraelskiej rodziny.

Orly Castel-Bloom

37. Andres Neuman - "Podróżnik stulecia"- bardzo nietrafiona pozycja, strata czasu. Książka napompowana filozoficznymi, lingwistycznymi i nie tylko, teoriami  a i tak chodzi o jedno...

Andres Neuman

38.Ludmiła Ulicka - "Zielony namiot"- jak zwykle świetnie napisana, więc czyta się równie dobrze, ale autorka nie miała chyba pomysłu na zakończenie.

Ludmiła Ulicka

39.Patrick de Witt - "Bracia Sisters" - z gatunku lżejszych, ale zabawa w zabijanie, jakoś mnie nie bawi.

Patrick de Witt

niedziela, 25 sierpnia 2013, cicha1

Polecane wpisy

  • poczytajki czytadełka

    Uzupełniając czytelniczy miniony rok: 12.Nassim Nicholas Taleb - "Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy"- tytuł w zasadzie mówi wszystko, ale warto pr

  • poczytajki czytadełka (hurtowo)

    56.Daniel Pennac - "Mała handlarka prozą" . Całkiem przyjemne czytadełko, piękny język, tylko fabuła trochę za bardzo w stylu "zabili go i uciekł". I jeden bard

  • poczytajki czytadełka

    51.Ann Cleeves- "Stłumione głosy"- świetny kryminał, do końca nie wiadomo "kto zabił" i dlatego czytałam jednym tchem- całą drogę do W-wy. 52.Doris Lessing -"Dw

Komentarze
2013/09/07 12:12:25
A ja czekam na Ciebie na lubimy czytać:-)))
-
2013/09/08 07:37:05
Edi-bk - może dzisiaj znajdę trochę czasu, żeby tam pouzupełniać zaległości...