|
środa, 08 lutego 2012
okołorobótkowo
Miałam nie kupowac włóczek i nie minął nawet miesiąc od tego postanowienia , a ja mam nowe moteczki. Co prawda jest ich niewiele i usprawiedliwiam się, że to tylko takie małe praktyczne pamiątki: Naszukałam się tej pasmanterii, przeszłam kilka razy "w te i nazad" pewną bardzo stromą ulicę i niepotrzebnie, bo i tak nie znalazłam.Sprawdziłam w internecie, że mieści się ona na drugim!!! piętrze i to na "płaskim"!!! i dopiero wtedy dotarłam. Ten surowy jedwab sam się wprosił do mojej torby. Miał taką kuszącą cenę i regionalne miejsce produkcji, więc jak najbardziej nadawał się na pamiątkę. Ten kordonek jest portugalski, ale ma polskie napisy, więc pewnie jest dostępny i u nas, ale tu był pod ręką, a u mnie do pasmanterii to cała wyprawa. W Lizbonie są całe "branżowe" ulice i tak trafiłam na pasmanteryjne zagłębie:
A i tak to nie wszystkie pasmanterie przy tej ulicy. Robótkowo niewiele nowych rzeczy przybywa, z tego zimna najlepiej mi się czyta przy kominku (nie mogę nacieszyc się , że przynajmniej parę dni udało się wykraśc i pobyc w ciepłym),ale jedną czapkę skończyłam (do rękawiczek w morskie koniki): Uprałam w pralce,żeby trochę sfilcowac, jest dzięki temu cieplejsza. lekturnik
kolejne przeczytane: 2.Iwona Słabuszewska-Krauze-"Ostatnie fado"-przed wyjazdem musiałam przeczytać tę książkę! Liczyłam na nietypowy przewodnik po Lizbonie, bo fado niespecjalnie mnie porusza. Książka okazała się całkiem zgrabną historyjką, zwłaszcza na początku. Koniec trochę rozczarowujący. Jako "przewodnik" niespecjalnie się sprawdza, ale troszkę "oswaja" z miastem
3.Nadżib Mahfuz -"Ród Aszura"- zupełnie niepodobna do innych książek tego noblisty, które czytałam. Czarno- białe charaktery, targani namiętnościami bohaterowie, aż do znudzenia .
4.Bodil Malmsten-"Ostatnia książka z Finistere"-dobrze że nie przyszło mi do głowy jej kupić. Wymęczone 200 stron żalu chyba??? do losu. Skandynawska powściąglwośc w okazywaniu emocji, zwłaszcza negatywnych, bardzo tej książce zaszkodziła.
5.A.J.Jacobs-"Rok biblijnego życia"-książka opisuje roczny eksperyment autora polegający na życiu wg zaleceń Biblii- przez 9 m-cy Starego Testamentu , a 3 m-ce Nowego. Autor przestrzega, a raczej stara się przestrzegać wszystkich przepisów dotyczących życia codziennego, nie tylko duchowego. M.in. zaprasza specjalistę od szatnez (hebr.mieszanie włókien), żeby skontrolował jego odzież , bo jak się okazuje Biblia zakazuje mieszania włókien, a w szczególności niedopuszczalne jest mieszanie wełny z lnem!!! Podróżuje do Izraela,odwiedza amerykańskie społeczności religijne m.in. Amiszów, którzy żyją Słowem Bożym i nie używają elektryczności, ale mogą stosować urządzenia spalinowe! Podobnie koła z ogumieniem są niedopuszczalne, ale dzieci jeżdżą na rolkach, bo kółka w nich są plastikowe. Książka jest napisana z dystansem, żeby nie powiedzieć żartobliwie, co dodaje jej uroku, a w dodatku autor wyróżnia księgę Koheleta, która jest też moją ulubioną biblijną księgą.
6. Anna Janko- "Dziewczyna z zapałkami"- naczekałam się, ale dostałam ją w końcu. Edi-bk dzięki za polecenie! Rzeczywiście książka niezwyczajna. Niby codzienność- ale jak smakowicie opisana, w dodatku prawie cały czas możliwa identyfikacja z narratorką, bo prawie ... rówieśniczka, że o innych podobieństwach nie wspomnę.
7.David Gilmour- "Klub filmowy"- eksperyment wychowawczy taty, który pozwolił synowi rzucić szkołę, w zamian za wspólne oglądanie trzech filmów tygodniowo. Mam wrażenie, że ta tata bardziej cieszył się z tego doświadczenia, bardzo się dowartościował.
8.Marek Niedźwiecki- "Nie wierzę w życie pozaradiowe". Liczyłam, że autor- typowy introwertyk, podzieli się przynajmniej jakimiś swoimi przemyśleniami, ale się przeliczyłam. Troszkę wspomnień, parę zdjęć, na książkę troszkę mało.
9. Jeffrey Archer-"Czas pokaże"- pierwsza częśc sagi. Pogmatwane ludzkie losy w warstwowej społeczności angielskiej, w tle szkoła, wojna. Nudy nie ma bo i zmiany tożsamości i akcje w stylu "zabili go i uciekł", gotowy scenariusz filmowy. Trudno się oderwać.
wtorek, 17 stycznia 2012
sprawozdanie
Zagapiłam się i nie wzięłam aparatu na ostatnie spotkanie. Do ostatniej chwili wykorzystywałam zwijarkę, a nawet na spotkaniu kończyłam przewijanie kilku kłębuszków.W ostatnim momencie zbierałam pożyczone pisma i umknęła mi sprawa aparatu. Szkoda, bo dziewczyny jak zwykle poprzynosiły cudeńka. Nie wszystkie piszą blogi, więc nie ma okazji popodziwiac ich nawet wirtualnie. A w sobotę można było ucieszyc oko ( i nie tylko!) misternymi frywolitkami Krzysi (nie wszystkie pokazuje na blogu), ślicznymi bransoletkami Marzeny (z szydełkowymi kuleczkami), cudnym obrusem Ani, rajskim ptakiem haftowanym przez ciocię Kasi , a misiaczek Joli , to mnie prawdziwie zachwycił. Muszę, ale to muszę takiego zrobic !!! Jedynie "elfia" sukieneczka i haftowany wieniec są do obejrzenia na blogach u Kasi (sukieneczka) i u Madziuli (wieniec). Bardzo nam miło, że pojawiają się nowe uczestniczki, zapraszamy . Śpieszyłam się z tym zwijaniem, a tu niespodzianka:dostałam ją jeszcze na miesiąc i już prawie kończę porządkowanie swoich włóczkowych zapasów. Trochę tego jest i niestety muszę się zobowiązac, że w tym roku nie kupię ani metra włóczki. Dzięki Krzysi zaczynam przygodę z frywolitką i to ograniczenie nie obejmuje materiałów do treningu tej techniki. Żeby nie było tak bezzdjęciowo - wrzucę ostatnie fotki mojej "psiej owieczki". Nikt w naszej rodzinie nie cieszy się z zimy tak jak on: i jeszcze jedno: Następne spotkanie ze względu na różne okoliczności dopiero 3 marca, jak zwykle godz 15
czwartek, 12 stycznia 2012
na poprawę nastroju
Znalazłam taki jesienny wpis z zeszłego roku , którego nie opublikowałam i nie wiem dlaczego, może jeszcze chciałam coś dopisać. Wstawiam go dziś, bo aura taka jesienna. Będzie o kwiatkach i jedzonku. W tym roku mój ogródek na blogu został zupełnie pominięty,nie wiem dlaczego. A miałam nowe kwiatki -moje dziecko przywiozło sobie oryginalną pamiątkę z wycieczki do Szkocji- zestaw cebulek mieczyka abisyńskiego. Był już dośc późny maj i dlatego chuchałyśmy na nie, żeby zdążyły zakwitnąc. Udało się. Nie przepadam za mieczykami, ale te są nietypowe, nawet mnie zachwyciły. Kilka stanęło w wazonie:
I o jedzonku. Przepis na tę zapiekankę dostałam od sąsiadki. 4 szkl. cukinii pokrojonej w kostkę, 4 jajka, 1szkl. mąki, 1 szkl. startego żółtego sera, 1/3szkl.oleju, sporo zielonych listków pietruszki, tymianku , opcjonalnie wędlina (ja nie daję) Wszystko wymieszac, posypac swieżą bazylią. Piec 50 min. w 180st. Podawac z surówką. A tu gotowa tzn. po upieczeniu:
środa, 11 stycznia 2012
chusta raz jeszcze
jeszcze jedna wersja Juneberry Triangle . Tym razem z gryzącej wełny z zapasów. W tym wydaniu lepiej mi się podoba i chociaż żadne zdjęcie nie jest dośc dobre, żeby je wrzucic w całości, wklejam taki mały śmietniczek, żeby robótka była "zaliczona".
Wszystkie fotografie wykonane w przeciągu 15min, tym samym aparatem bez flesza.Chwilami operowało słonko i chustka leżała na różnych podłożach i chyba to tak zmieniało mi kolor, w rzeczywistości jest szara. W tym roku powstał tylko brzeg,reszta jeszcze w grudniu. Przypominam o spotkaniu - najbliższa sobota o 15 !!! Zapraszam !!!
sobota, 07 stycznia 2012
książkowo
Do poprzedniego wpisu - zamykanie oczek sposobem włoskim opanowałam dzięki blogowi Druty i motki i gdyby ktoś chciał skorzystac jest tu. Istotne jest przerobienie dwóch ostatnich rzędów tzw. ściągaczem ścisłym tzn.nie przerabiając lewych oczek(nitka z przodu robótki), a dalej już igła z nitką i jak na zdjęciach. Mikołaj dotarł do mnie z dużym opóźnieniem (książki zamówione jeszcze w listopadzie, dotarły dopiero 4 stycznia). Mam nadzieję, że powstanie więcej wzorzystych ubranek. Na gwiazdkę była tylko namiastka w postaci:
i tym samym mogę zaliczyc w 2011 jeszcze jedną książkę-(nieksiążkę) 61.Artur Andrus Maria Czubaszek-"Każdy szczyt ma swój czubaszek"- przeczytana już w pierwszym dniu świąt,bo to tylko taki dłuższy wywiad.Niewiele tu odkrywczych rzeczy, ale lubię autorów, a zwłaszcza ich poczucie humoru, a kilka scenek jest tu przypomnianych. Mimo wszystko wolałabym Niedźwiedzkiego... I do pełnego zamknięcia: 62.Primo Levi- "Układ okresowy"- bardzo chemiczna książka, ale przeczytałam ją z zainteresowaniem, bo dla mnie chemia była zawsze najciekawszym przedmiotem w szkole (ale na studiach już niekoniecznie). W chemiczne wątki powplatane okołowojenne żydowskie losy autora.
W nowym roku zdążyłam już przeczytac: 1.Carol Drinkwater - "Oliwkowe drzewo"-ponad pięcset stron, ale takie książki to może pisac każdy. Bardzo powierzchowne opisy poprzeplatane encyklopedycznymi wiadomościami.Już wiem, że półkę w bibliotece z tymi "dziełami"( a powstało ich kilka i wszystkie mniej więcej tej objętości) spokojnie mogę sobie darowac. Kilka "przydatnych" informacji jest np.taka, że toskańskiej oliwy sprzedaje się czterokrotnie więcej niż produkuje, ale włoska oliwa od dawna ma nienajlepszą opinię.
piątek, 06 stycznia 2012
pierwszy w nowym roku
Pierwszy sweterek w nowym roku, oczywiście zdecydowanie większa częśc powstała w zeszłym, ale skończony dopiero wczoraj: To wybitnie doświadczalny egzemplarz, wełna z odzysku (sprute dwa "szetlandy"), więc ewentualne straty byłyby niewielkie, ale już widzę, że całkiem nadaje się do noszenia. Ramiona zszywane graftingiem, tak więc szwu nie widac i nawet nieźle to wyszło, rękawy wrabiane od góry i do tego mam najwięcej zastrzeżeń, ściągacz w rękawach zakończony sposobem włoskim i tu też jestem zadowolona z efektu. Jedyne z czym muszę się oswoic, to ta wzorzystośc. Kolory nie są jaskrawe, ale oczy muszą się przyzwyczaic do wzorków, bo zazwyczaj wszytko mam jednokolorowe. Na kolażu troszkę szczegółów m.in. lewa strona:
środa, 28 grudnia 2011
poświątecznie
Najpierw o spotkaniu: wstępnie umawiałyśmy się na 21 stycznia, ale wczoraj dostałam bilety lotnicze na tygodniowy wyjazd rozpoczynający się właśnie 21,a powrót 28 stycznia. Nie miałam żadnego wpływu na ustalanie tego terminu, tak więc pozostaje mi się do niego dostosowac i ustalic nowy termin spotkania, czyli 14 stycznia, oczywiście o 15. Zapraszam !!! Teraz robótkowo:najpierw czapeczka (a nawet dwie): Ta fioletowa z moich farbowanych wełenek i trochę podfilcowana, na drutkach zaczęta rękawiczka. I jeszcze jedno zdjęcie - uszyty przeze mnie kubraczek na laptop, będący gwiazdkowym prezentem:
Oryginalnie gdzieś w sieci była to torebka, a zwierzątko bardziej przypominało owieczkę, u mnie to, po prostu, kubraczek-zwierzątko. Na szczęście bardzo się spodobało.
czwartek, 22 grudnia 2011
grudniowy remanent
Spotkanie jak zwykle - sama przyjemnośc!!!.Kto nie był, ma czego żałowac. Wspaniała chwila oddechu w przedświątecznym zamieszaniu. To niezwykłe pooglądac i podotykac rzeczy, które podziwiało się na blogach, albo poznac nowe zakręcone robótkowiczki. Dla mnie szczególne spotkanie, bo w końcu załapałam jak się plącze nitki we frywolitce, nie mówiąc o tym , że mam okazję uprządkowac swoje kłebuszki, bo Kasia wypożyczyła mi zwijarkę. Wielkie dzięki!!!
A mój sweterek rośnie. Poniżej korpus przed rozcięciem:
Zdjęcie w miniaturze, bo nieostre. I dalej To mój poligon doświadczalny, przetrenowałam grafting, a teraz cwiczę wrabianie rękawów od góry. Już prawie święta , więc z najlepszymi życzeniami, piosenka z mojej ulubionej świątecznej płyty
piątek, 16 grudnia 2011
|